Za każdym spełnionym marzeniem kryje się historia. Czasem jest to opowieść o awansie zawodowym, założeniu rodziny czy budowie wymarzonego domu – a niekiedy o sprawnej pralce, która przywraca poczucie normalności i odmienia codzienne życie. O marzeniach rodzących się z najprostszych potrzeb, sile pomagania i dostrzeganiu drugiego człowieka rozmawia Karolina Kordowska z Karolem Czuba z Fundacji Animusz.
Karolina Kordowska: Gdy się poznaliśmy, opowiedziałeś mi historię o pewnej Pani i jej spełnionym marzeniu o pralce. Dlaczego właśnie ta historia tak bardzo została Ci w pamięci?
Karol Czuba: Akcję pralka za 10 zł prowadzę już ponad 2,5 roku. Ludzie różnie reagują, kiedy otrzymują nową pralkę. Pani, o której wspomniałem, dosłownie skakała z radości. Kiedy rozmawialiśmy, powiedziała, że nowa pralka to było jej marzenie. Wydaje się, że to sprzęt codziennego użytku, pierwszej potrzeby. Pewien standard. Dla kogoś to jednak spełnienie marzenia. Mnie to nadal zaskakuje.
Jak zaczęła się Twoja droga do pomagania? Skąd wziął się pomysł na takie działania?
Ja zwyczajnie lubię pomagać ludziom. Z jednej strony więc pomaganie jest realizacją jakiejś mojej potrzeby, pewnie zaspokaja to również moje ego. Natomiast sam pomysł akcji „pralka za 10 zł” pojawił się spontanicznie. W święta Bożego Narodzenia w 2023 roku byłem w kościele. Miałem 10 zł na tak zwaną tacę. Myślałem: „Co można kupić teraz za 10 zł? Jak można komuś pomóc, mając 10 zł? Indywidualnie właściwie nie możemy zrobić nic. Natomiast w grupie ludzi, z innymi 10 złotymi coś pewnie da się kupić?”. Wróciłem do domu, założyłem zrzutkę, wrzuciłem posta na Facebooka i poszło. Zakładałem, że może uzbieramy na jedną pralkę i akcja się skończy. Dzisiaj to już prawie 50 tysięcy złotych: kilkadziesiąt sprzętów AGD, pomoc w remoncie po pożarze pieca i prezenty świąteczne dla dwóch wielodzietnych rodzin.
Wasza fundacja pomaga osobom, które potrzebują podstawowych, codziennych rzeczy. Jakie czyjeś marzenie zaskoczyło Cię najbardziej?
Jesteśmy małą organizacją, pomagamy bardzo systematycznie, ale jest to nadal pomoc okazjonalna, związana ze zgłoszeniami. Jak wspomniałem wcześniej, zaczęliśmy od pralek, ale kupiliśmy też suszarkę, lodówkę, kuchenkę gazową itp. Przygotowując paczki świąteczne, umówiłem się z jedną z tych mam, że wszyscy wpiszą po jakiś marzeniu. Przy imionach rodziców pojawiło się ich marzenie: koc. Tutaj zaskoczyła mnie bardzo skromność tego marzenia: wiem, że mieli realnie dużo większe potrzeby. Na szczęście dzięki dobrym ludziom kupiliśmy tym rodzicom znacznie więcej.
Jak wiele może zmienić pozornie zwykły sprzęt?
Może zmienić bardzo dużo: oszczędzony czas, możliwość zajęcia się czymś innym, dać odpoczynek. Te „prezenty” w formie pralek dają poczucie tego, że ktoś zauważył obdarowanych, że są dla kogoś ważni. Często wszystko dostarczam osobiście. Te spotkania zazwyczaj są bardzo wzruszające. Myślę, że ludzi porusza też to, że przyjeżdża do nich ktoś spoza systemu, że to nie jest moja praca i mój obowiązek. Słyszę od innych, że potrzebujący, ubodzy to ludzie bardzo roszczeniowi. To niesprawiedliwy osąd, który często wstrzymuje działania i pomoc. Dotarłem w ostatnich latach do 30 osób, z taką roszczeniowością spotkałem się może u trzech osób. A najczęściej jest to wdzięczność, łzy, wzruszenie. Osoby obdarowywane często mają poczucie, że nie zasługują na dobro – a ja zawsze powtarzam, że każdy z nas na nie zasługuje.
Jak wygląda pomoc “od kuchni”? Skąd bierzecie sprzęty i jak trafiają one do potrzebujących?
Najpierw trafia do nas informacja o potrzebującej rodzinie: albo są to zgłoszenia bezpośrednie od nich, albo od osób trzecich, które znają sytuację. Następnie zakładam zrzutkę z opisem rodziny, nagrywam rolkę na media społecznościowe z najważniejszymi informacjami. Czasami 1000 zł zbieramy w 3 dni, innym razem w dwa tygodnie. Rekordowo szybko zebraliśmy prawie 4 tysiące złotych dla rodziny z dziećmi, która mieszkała w samochodzie, zbiórka ta zajęła kilkanaście godzin. Ktoś inny znalazł im szybko mieszkanko, myśmy kupili pralkę, lodówkę i kuchenkę gazową.
Z jakimi trudnościami najczęściej mierzą się osoby, którym pomagacie? Czy brak sprzętu AGD to tylko wierzchołek góry lodowej?
Nadal zaskakuje liczba rodzin, która potrzebuje pralki. W ostatnich tygodniach starszemu panu dostarczałem franię – pralkę starego typu – ponieważ nie miał w domu możliwości podłączenia odpływu wody. Najczęściej ten sprzęt jest wierzchołkiem góry lodowej. Pamiętam rodzinę, która od kilku lat prała ubrania w zlewie. Bardzo schorowani ludzie, bez możliwości zarobku, zakupu nowej pralki. W rodzinach, które poznajemy, bardzo często istnieje duża nieporadność życiowa, choroby, ubóstwo. Dlatego też nie przekazujemy rzeczy używanych – nie chcę dokładać tym ludziom potencjalnych problemów. Sprzęt ma być nowy i ma działać przez jak najdłuższy czas. Spotkałem się kilkukrotnie z zarzutem, że kupno pralek dla ubogich rodzin to nie jest dobra pomoc, że Ci ludzie potrzebują systemowego wsparcia. To prawda, potrzebują systemowego wsparcia, ale jedno drugiego nie wyklucza – co więcej – uzupełnia systemowe wsparcie i może dać przestrzeń na inne rzeczy. Kupowaliśmy pralkę dla rodzin z czwórką dzieci. Od miesięcy mama prała ręcznie. Należy sobie uświadomić, ile to zajmuje czasu, ile zabiera energii fizycznej. Nie wyolbrzymiam tej pomocy, ale to może być szansa, początek drobnych zmian w takiej rodzinie. Myślę, że wiele osób nie ma świadomości, jak trudne może być życie bez pralki. Jesteśmy przyzwyczajeni do wygody, sprawnego sprzętu. Kto z czytających, obecnie, nie miał pralki przez kilka miesięcy i musiał prać wszystko ręcznie?
Czy widzisz tutaj jakieś rozwiązania systemowe? Czy to właśnie NGO-sy są odpowiedzią na te problemy?
System nigdy nie wypełni wszystkich potrzeb i nie rozwiąże wszystkich problemów, ponieważ za nimi nie nadąża. Podobnie organizacje pozarządowe tego nie zrobią. Dlatego właśnie taka współpraca, wzajemne uzupełnianie się będą odpowiedzią na realne ludzkie potrzeby, dramaty czy różnego rodzaju problemy.
Ta edycja magazynu poświęcona jest marzeniom. Na zakończenie, powiedz proszę, czym dla Ciebie jest marzenie? Czy zmieniło się ono, odkąd pomagasz osobom w kryzysie?
Moja definicja marzenia zmieniła się diametralnie, horyzont marzeń bardzo się poszerzył. Sam przez wiele lat nie potrafiłem marzyć, nie wierzyłem w swoje możliwości. Nie potrafiłem nawet wymienić tego, o czym marzę. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Marzenie to dla mnie pragnienie tego, co chciałbym osiągnąć, zobaczyć, zdobyć. Pragnienie, które może nadać życiu sens i motywować do działania. Marzenie o pralce spełnia te definicje. Od tego zaczęliśmy naszą rozmowę. Samotna matka marzy o pralce. Brak tego sprzętu dokłada jej mnóstwo obowiązków i trudów. Zaczyna działać. Pisze do mnie prośbę o pomoc. To marzenie się realizuje. Teraz ten czas, który wcześniej poświęcała na pranie, może poświęcić na coś innego: czy to czas z dziećmi, na odpoczynek, pracę. Jeszcze jedna rzecz na koniec – nie powinniśmy oceniać ludzi, którzy proszą o pomoc. Czasami sami doprowadzili do swojej sytuacji, ale bardzo często to okoliczności spowodowały, w jakim są miejscu.








