Muzyka, która jest tańcem na granicy światów

Poznaliśmy się z Ksenią niemal na samym początku powstawania naszej galerii. Sympatyczna, serdeczna dziewczyna – cicha i spokojna, a jednocześnie jakby skrywała w sobie pewną siłę. Ta siła zdradzała się poprzez błyski w jej oczach, które niemal nieustannie wyglądały, jakby się uśmiechały. Później usłyszałem jej piosenki i sposób ich wykonania. Przypomniały mi się wtedy słowa pewnego znanego krytyka muzycznego, który opisywał najnowszy wówczas album zespołu Muse. Porównał ich muzykę do swoistego centrum grawitacyjnego, które wciąga w siebie wszystko, co znajduje się wokół, i pochłania świat. Wtedy pomyślałem, że naprawdę istnieje taka sztuka, która – mając w sobie emocjonalny ciężar i swoistą gęstość, niczym metale nadciężkie – tworzy taką siłę przyciągania, iż pozostanie obojętnym wobec niej jest niemożliwe.

Rybоnka (tak brzmi pseudonim artystyczny Kseni Kisylychyn) wielokrotnie występowała w naszej Galerii, a każdy z tych koncertów był dla nas świętem i ogromną przyjemnością. Ksenia jest inicjatorką i organizatorką licznych wieczorów poetyckich i muzycznych, które promują i wspierają także innych twórców, a także projektu „Wspólny język – Спільна мова”, który stopniowo przekształca się w ważne zjawisko i wzorcowy przykład polsko-ukraińskiego dialogu międzykulturowego.

Trzeba podkreślić, że Rybоnka to nie tylko niezwykła artystka, kompozytorka, poetka i wykonawczyni własnych utworów, lecz również wspaniały przykład Ukrainki, która wybrała Polskę na swój drugi dom i z serca, z miłością dzieli się swoim talentem, tworząc, obdarowując i wzbogacając kulturę obu narodów.

Serhiy Savchenko: Twoja muzyka opisywana jest jako „głos utkany z szeptów i buntu”. Jak sama definiujesz swoje brzmienie i to, co chcesz przekazać słuchaczom?

Ksenia Kisylychyn: Wiesz, ostatnio często spotykam się z podejściem „projektowym” w twórczości artystów – owszem, każdy brzmi i wygląda po swojemu i w jakiś sposób kreuje swój obraz. Jednak czasami stoją za tym badania rynku, zespoły marketingowców i dążenie za wyświetleniami i popularnością. 

Ja akurat mam inne podejście, jestem jaka jestem, robię to, co robię, dzielę się swoją szczerością i bólem – i niektórzy się w nim poznają. Więc znajdziesz w mojej muzyce dużo właśnie tego – bólu i szczerości, które stają się też moim przekazem. 

Jeżeli chodzi o samo brzmienie, to różnie się to układa. Ostatnio sama tworzę aranże do swoich piosenek, bawię się z dźwiękami, pracuję na słuch, „po omacku”, uczę się zaufania do samej siebie i próbuję nowych rzeczy. Wcześniej, przy mojej pierwszej płycie „DOM”, współpracowałam ze znakomitymi polskimi muzykami: z Jarosławem Turbiarzem w roli producenta oraz z Marcinem Turbiarzem w roli wokalisty, basisty i okazjonalnie też saksofonisty. Gram także w zespole „Szkło”, gdzie wraz z Adamem Heblem i Markiem  Barańskiь tworzymy wspólne brzmienie.

Pochodzisz z Ukrainy, ale tworzysz w Polsce. Jak ten dwugłos kultur – ukraińskiej i polskiej – wpływa na Twoją twórczość?

    A no bardzo dobrze! Chętnie eksploruję języki obu tych kultur. Choć przeważnie śpiewam po ukraińsku, mam też piosenki w języku polskim i właśnie jestem w trakcie ich nagrywania. Co obecnie można znaleźć w sieci – piosenkę Gołąb – to wspomnienie z czasów covidowych, które kilkoro moich przyjaciół wciąż uważają za jedną ze swoich ulubionych piosenek.

    Oprócz tego, czy to solo, czy to w zespole, czy to w duecie z Marcinem – współpracuję z polskimi muzykami i/lub organizatorami, którzy są wysoce utalentowanymi, wrażliwymi i świadomymi ludźmi. Dla albumu „DOM” Marcin nawet nauczył się śpiewać po ukraińsku. Myślę, że jestem żywym dowodem na to, że współpraca, połączenie, otwartość i interes obu tych kultur do siebie nawzajem potrafi dawać zaskakująco zrozumiałe, bliskie i ciekawe owoce.

    W jaki sposób łączysz w swojej muzyce wrażliwość, poezję i elektronikę? Czy te elementy są dla Ciebie równorzędne, czy jeden z nich zawsze dominuje?

      Obecnie są to dla mnie trzy koła mojego rowerku, na którym się poruszam eksplorując świat i siebie. Przednim, sterującym kołem jest wrażliwość, bez której poezja nie istnieje, a muzyka traci sens i klimat. Ubrałam ostatnio muzykę w elektroniczną oponę, bo jest to zwyczajnie dostępny i wygodny sposób tworzenia muzyki. Nie zrezygnowałam jednak z klawiszy i „żywych” instrumentów. No i wiadomo, bez jednego z trzech kół rower nie działa jak powinien.

      Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką – pamiętasz moment, kiedy poczułaś, że to nie tylko pasja, ale też droga artystyczna i życiowa?

        Za dzieciaka chodziłam do szkoły muzycznej. Nienawidziłam ćwiczyć, uczyć się teorii muzyki, było to dla mnie nudne i bezsensowne. Niby kreatywna rzecz, a trzeba się dooobrze napocić, zanim dojdzie do jakiegokolwiek procesu tworzenia – interpretacji utworu, gdy nuty już siedzą w tempie, palce się słuchają i pamięć trzyma szczegóły stworzone przez autora. To było zdecydowanie za dużo dyscypliny i za mało zabawy dla mnie. Aż za którymś razem spróbowałam coś zagrać na pianinie sama. Tak, jak mi się ułoży. A że wierszyki pisałam od kiedy nauczyłam się pisać, prosta piosenka na trzy-cztery akordy była logicznym kolejnym krokiem. I tak mi zostało.

        Od zawsze uwielbiałam też scenę, teatr, aktorstwo. Więc nie trzeba było mnie prosić, żeby zaprezentować swoje próby przed publicznością. Od tego czasu upłynęło z piętnaście lat. Ukończyłam szkołę, uniwersytet, przeprowadziłam się do Polski. Obecnie za dnia jestem zwykłym „korposzczurem”. Ale po pracy wciąż uwielbiam zanurzyć się w twórczości, w świecie, który sama sobie wymyśliłam. I te piosenki, i ten wymyślony świat pomagały mi wiele razy przejść przez trudniejsze czasy. Być może, pomogą komuś jeszcze.

        Twoje utwory brzmią intymnie, czasem jak zaklęcia czy sny. Skąd czerpiesz inspiracje do pisania tekstów i tworzenia dźwięków?

          Patrzę na zewnątrz. Jak taka gąbka, wchłaniam w siebie myśli, wydarzenia, dźwięki, słowa, pomysły… wszystko, co się da. A potem patrzę do środka i przekładam to, co czuję, na tekst i muzykę. Voilla, mamy piosenkę!

          Wojna w Ukrainie to bolesny kontekst, którego nie można pominąć. Jak wpływa ona na Twoją twórczość i sposób, w jaki wyrażasz emocje poprzez muzykę?

            W czwartym roku wielkiej wojny wciąż mnie boli. Tak, wszyscy wiedzą, że jest i będzie wojna. W pewnym sensie stała się ona codziennością. I ta codzienność w każdym dniu staje się coraz straszniejsza. Nie mogę nie myśleć o tym codziennie, nie mogę tego nie czuć. Tak, żyję swoje życie, bywa mi dobrze i wesoło. Nie na tym to polega, lecz na tym, żeby coś robić, jakoś pomagać. Co ja mogę zrobić – to pisać, śpiewać i opowiadać. W tym kontekście polecam sprawdzić moją najnowszą piosenkę Zemle.

            Tworzysz w Polsce, ale Twoje korzenie są ukraińskie. Czy czujesz, że Twoja muzyka jest pomostem między obiema kulturami?

              Ciężko mi ocenić, być może dla kogoś – tak. Mieszkając w Polsce od wielu lat i kochając ten kraj, wciąż jestem ukrainką. Więc sam mój sposób bycia pewnie jest mieszanką tych kultur. Dla Polaków, którzy poznają moją muzykę, pewnie jestem ukraińskim wspomnieniem z ich własnego domu, częściej inkluzją, niż czymś wyobcowanym. Dla Ukraińców, którzy poznają moją muzykę w Polsce, też zostaję ukraińskim wspomnieniem z Polski, co nie jest czymś znanym od dawna, lecz odblaskiem czegoś znajomego w czymś nowym. Czasami wydaję mi się, że pasuję i tu, i tam. Czasami – że nigdzie. Być może, taki pomost, coś, co dotyka obu brzegów, ale sam w sobie wisi w powietrzu, jest bardziej trafną metaforą do mnie i mojej muzyki, niż mogło się wydawać na początku tej wypowiedzi. 

              Jak wygląda Twoja muzyczna codzienność? Czy częściej eksperymentujesz sama w domowym studio, czy wolisz pracować z innymi artystami?

                Lubię wszystko. Domowe zacisze daje chwilę na zatrzymanie i skupienie się. Jamy z innymi muzykami są dialogiem, gdzie się dobrze mówi i dobrze się słucha. Niestety, czasu zawsze jest za mało i nieraz nie siadam do muzyki tygodniami – czy to sama, czy to w towarzystwie.

                Jakiej muzyki Ty sama najchętniej słuchasz? Którzy artyści inspirują Cię najmocniej?

                  Nie mogę powiedzieć, że słucham dużo muzyki. Dla mnie muzyka – to towarzystwo do codzienności, dodatek do życia. Czasem znajdę piosenkę, która do mnie trafia i męczę ją tygodniami. Zdarza mi się znaleźć muzykę, która tak mi jest bliska, że nie mogę jej słuchać. A raz na jakiś czas słucham czegoś nowego, żeby wrócić do starej dobrej znajomej playlisty.

                  Od wielu lat moim ulubionym zespołem jest Katatonia. I choć (jak już) słucham naprawdę różnej muzyki i wiele gatunków/artystów mi się podoba, czasami wracam do tego zespołu i czuję się, jakbym zdjęła ciut za ciasne buty. Słucham muzyki ukraińskiej, polskiej i światowej. Dakh Daughters i Hania Rani, Radiohead i Melody Gardot, The Devil’s Trade i Katarina Malikova – to są wykonawcy, do których ostatnio częściej sięgam. 

                  No i zainteresowała mnie młoda i perspektywiczna piosenkarka z Polski – Shrink Of The Century, czyj nowy album polecam sobie „obczaić” gdy tylko wyjdzie.

                  Twoje piosenki są czasem szeptem, czasem krzykiem, czasem tańcem na granicy światów. Co jest dla Ciebie najważniejsze w sztuce – szczerość, forma, a może sam proces tworzenia?

                    To zależy. Cenię sobie cenność. Czy cenność konkretnego dzieła polega na szczerości, czy na performansie, czy to na mistrzowskim wykonaniu – dla mnie ważne jest to ziarenko nowości, oryginalności, co zmusza do myślenia, które trafia do oka, głowy lub serca jak do gleby i jest w stanie tam wykiełkować. I być może po latach wrócić kwiatuszkiem wspomnienia.

                    Pytanie miesiąca

                    Czy rozumiesz pojęcie odporność społeczna?