Przez 20 lat Paweł Miziarski realizował kolejne sportowe marzenia: starty w Polsce i na całym świecie, miejsca na podium oraz rywalizację w kategorii PRO. Aż w pewnym momencie meta przestała być końcem, a stała się początkiem zupełnie nowego marzenia: tworzenia zawodów, na których inni będą spełniać swoje. Tak powstało stowarzyszenie STONE TRI & RUN, które ma dziś na koncie 16 zorganizowanych imprez sportowych, w których wystartowało łącznie ponad 4000 uczestników.
Rozmawiają Ania Sobczak i Kinga Bujak z poprostu studio, które od 2021 roku wspierają stowarzyszenie STONE TRI & RUN w promocji, projektowaniu graficznym, prowadzeniu strony oraz realizacji relacji foto-video.
Ania Sobczak: Zacznijmy od momentu, w którym pojawia się zupełnie nowe marzenie. Masz za sobą dziesiątki startów, miejsca na podium i lata sportowego doświadczenia, a jednak pewnego dnia pojawiła się myśl, że nie chcesz już tylko startować. Skąd wziął się ten impuls?
Paweł Miziarski: Sięgam pamięcią do 2021 roku. To był rok po pandemii, więc byłem ogromnie stęskniony za sportem. W ciągu jednego sezonu wystartowałem aż w 20 imprezach triathlonowych. I właśnie podczas jednej z nich pomyślałem: “a może następnym razem stanę po drugiej stronie nie jako zawodnik, ale jako organizator”. Chciałem wykorzystać doświadczenie, które zdobywałem przez całą swoją karierę i stworzyć imprezę, w której sam naprawdę chciałbym wystartować. To było marzenie zupełnie inne niż wszystkie wcześniejsze. Nie chodziło już o wynik, czas na zegarku ani kolejne podium. Chodziło o zbudowanie czegoś dla innych. Czegoś, czego sam szukałem na początku swojej sportowej drogi.
Kinga Bujak: Zanim pójdziemy dalej, wyjaśnij czytelnikom, którzy nigdy nie mieli do czynienia z triathlonem, czym właściwie jest ten sport i co w nim takiego wyjątkowego.
Triathlon to połączenie trzech dyscyplin: pływania, jazdy na rowerze i biegu. Pokonuje się je kolejno, bez przerwy, od strzału startowego aż do mety. Mnie od początku fascynowała właśnie ta kompleksowość. Triathlon jest piękny dlatego, że jest skomplikowany. Połączenie trzech dyscyplin, pokonywanych jedna po drugiej, to duże wyzwanie, ale właśnie dlatego jego ukończenie daje tak dużo satysfakcji.
Zainteresowałem się triathlonem ponad 20 lat temu, kiedy w Polsce odbywało się zaledwie kilka takich imprez rocznie. Zaczynałem od aquathlonu, czyli połączenia pływania i biegu, ale marzyłem o pełnym triathlonie i w końcu udało mi się ten cel osiągnąć. Piękne w tym sporcie jest też to, że łączy ludzi. Na jednej trasie spotykają się doświadczeni zawodnicy i debiutanci. Każdy ma własny cel, historię i marzenie.
A.S.: Wokół triathlonu wciąż krąży mit, że triathlon = Ironman. Przez to wiele osób od razu uznaje, że ten sport nie jest dla nich. Paweł, wyjaśnisz raz na zawsze, na czym naprawdę polega różnica? 🙂
Ironman to konkretna marka i dystans: 3,8 km pływania, 180 km na rowerze i 42 km biegu. Przez popularność tej nazwy wiele osób uważa, że cały triathlon jest zarezerwowany dla tytanów wytrzymałości. To nieprawda i właśnie z tym mitem chcę walczyć.
Triathlon oferuje też krótsze dystanse. Na naszych imprezach mamy SPRINT: 750 metrów pływania, 20 km na rowerze i 5 km biegu oraz MEGA: 1,5 km pływania, 40 km rowerem i 10 km biegu. Dla debiutantów stworzyliśmy MINI: 200 metrów pływania, 8 km na rowerze i 2 km biegu. To prawdopodobnie jedyny taki dystans w Polsce, dostępny na naszej imprezie w Pucku. Uważam, że każda aktywna osoba, która ma w sobie choć odrobinę chęci, może ukończyć triathlon.
K.B.: Sam zaczynałeś bez profesjonalnego sprzętu. Co powiedziałbyś osobom, które uważają, że bez odpowiedniego wyposażenia nie są jeszcze gotowe na debiut?
Do szesnastego roku życia grałem w koszykówkę, a później zafascynowałem się multisportem. Zacząłem pływać, biegać i jeździć na rowerze. W zawodach pływałem bez pianki, a trasę kolarską pokonywałem na rowerze trekkingowym. Trenowałem systematycznie, analizowałem starty i wyciągałem wnioski. Po pierwszych sukcesach znalazłem sponsorów i stopniowo korzystałem z coraz lepszego wyposażenia.
Swoje marzenie realizowałem etapami. To najważniejsza lekcja: nie czekaj na idealny moment, tylko zacznij z tym, co masz. Rower można wymienić, kondycję zbudować, a technikę dopracować. Pierwszego kroku nikt jednak nie zrobi za ciebie.
A.S.: Totalnie się zgadzam. Ty również zaczynałeś od krótszych dystansów, a z czasem stawiałeś przed sobą coraz większe wyzwania. W końcu przyszedł debiut w Ironmanie, który jak z Kingą wiemy, nie zakończył się od razu medalem.
Nie wspominam tego startu dobrze, bo go nie ukończyłem. W Malborku, gdzieś na sto siedemdziesiątym którymś kilometrze trasy rowerowej, byłem już zmęczony i trochę oszołomiony. Piłem z bidonu między lemondkami, zagapiłem się i wjechałem w innego zawodnika. Przewróciłem się i to był koniec wyścigu. Tak wyglądał mój pierwszy Ironman. 🙂
A.S.: Ale Twoje marzenie o ukończeniu Ironmana przetrwało tę próbę.
Tak, dokładnie. Kolejny start był już udany. Myślę, że na tym polegają sportowe marzenia. Nie wszystko wychodzi za pierwszym razem. Czasem trzeba sprawdzić, co poszło nie tak, wyciągnąć wnioski i spróbować ponownie. Najważniejsze, żeby jedno niepowodzenie nie odebrało nam chęci do dalszego działania.
K.B.: To doświadczenie wykorzystujesz dziś nie tylko jako zawodnik i organizator, ale też jako trener. Prowadzisz drużynę STONE TRI & RUN i przygotowałeś do startów dziesiątki podopiecznych. Co daje Ci największą satysfakcję w tej pracy?
Największą satysfakcję daje mi obserwowanie tej zmiany. Ktoś przychodzi do mnie z marzeniem, ale nie do końca wierzy, że może je spełnić. Ma konkretny cel, a jednocześnie mnóstwo wątpliwości. Później widzę tę samą osobę na mecie.
Jako trener towarzyszę ludziom w realizowaniu sportowych planów. Widzę, jak stają się silniejsi, nabierają pewności siebie i zbliżają się do celu. W triathlonie efekty są konkretne: przepływasz określony dystans, pokonujesz trasę rowerową i dobiegasz do mety. Radość po ukończeniu zawodów jest szczera, choć dla każdego oznacza coś innego.
A.S.: Świetnie pokazuje to historia Waszej zawodniczki, Ani Kłudkowskiej, którą niedawno miałyśmy okazję poznać. Na swój pierwszy w życiu triathlon, właśnie u Was w Szemudzie, zdecydowała się 3 tygodnie przed zawodami. Chciała tylko zmieścić się w limicie, a ukończyła wyścig ze świetnym wynikiem. Później napisała na Instagramie: „Jestem z siebie dumna i idę po więcej”. I rzeczywiście poszła. Rok później wystartowała na dystansie MEGA i zajęła pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej, a dwa tygodnie później ukończyła połówkę Ironmana w Krakowie. Niesamowite, jak jedna decyzja podjęta niemal w ostatniej chwili może zapoczątkować całą sportową drogę.
Dokładnie. I takich historii jest więcej. Od początku zależało mi, żeby inspirować ludzi i pokazywać, że triathlon może być także dla nich. Chciałbym, aby nasze zawody były pierwszym wyborem debiutantów i debiutantek z Pomorza, miejscem, w którym mogą bezpiecznie spróbować i poczuć wsparcie. Najbardziej cieszy mnie, gdy wracają na kolejne starty i wyznaczają sobie nowe cele. Często jedna decyzja pokazuje, że coś pozornie odległego było na wyciągnięcie ręki.
K.B.: To podejście widać nie tylko w historiach zawodników, ale też w samej formule STONE TRI & RUN. Działacie jako stowarzyszenie, a nie podmiot biznesowy. Co ta forma mówi o tym, co chcecie budować?
Od początku nie chodziło nam o zysk. Chcieliśmy stworzyć coś trwałego, opartego na misji i dającego ludziom przestrzeń do spełniania sportowych marzeń. Zawody mają być świetnym doświadczeniem dla uczestników i ich rodzin. Rywalizacja jest ważna, ale nie chcemy budować atmosfery, w której liczy się wyłącznie wynik. Stawiamy na przyjazny klimat, wsparcie i poczucie, że na starcie jest miejsce dla każdego.
Dlatego organizujemy bezpłatne Kids Runy i Aquathlony. Najmłodsi mogą razem z rodzicami poczuć atmosferę zawodów i postawić pierwsze sportowe kroki bez barier. Pasję do sportu można zaszczepić bardzo wcześnie.
A.S.: W tym roku ruszyliście ze STONE TRI TOUR, czyli cyklem trzech imprez triathlonowych. Pierwsze zawody, LUK-Connect Triathlon Szemud w Kamieniu, już za nami. Co czeka nas dalej?
23 sierpnia spotykamy się w Lubkowie, w nowej lokalizacji nad Jeziorem Żarnowieckim w gminie Krokowa. Następnie, 13 września, odbędzie się PGK Triathlon Puck z pływaniem w Zatoce Puckiej oraz szybką trasą rowerową i biegową. W Pucku dostępny będzie też dystans MINI, który szczególnie polecam osobom marzącym o debiucie.
W Kamieniu, w gminie Szemud, wszystko się dla nas zaczęło. To tam odbyła się nasza pierwsza impreza, a od nazwy miejscowości stowarzyszenie zaczerpnęło swój pierwszy człon. Lubkowo będzie nowym rozdziałem, a do Pucka wracamy już po raz piąty. Zapraszam każdego.
K.B.: Skoro zapraszasz każdego, to powiedzmy coś osobom, które mają w głowie marzenie o triathlonie, ale wciąż znajdują powód, żeby się zatrzymać. Co chciałbyś im powiedzieć?
Najczęściej słyszę jedno „ale”: słabo pływam, nie mam odpowiedniego roweru, boję się ostatniego miejsca, nie wiem, od czego zacząć. Odpowiadam: nie potrzebujesz tak wiele, jak Ci się wydaje. Wielu debiutantów płynie żabką, startuje na rowerze górskim i finiszuje z ogromną dumą.
Na debiut wystarczy sprawny, bezpieczny sprzęt i decyzja, żeby stanąć na starcie. Triathlon to nie tylko dystans i wynik, ale też atmosfera, emocje, ludzie na trasie i moment, w którym coś niedawno nierealnego staje się faktem. Tego uczucia nie da się opisać. Trzeba spróbować.
A.S.: No to na koniec, jakie jest Twoje marzenie dla STONE TRI & RUN?
Chciałbym przede wszystkim, żeby to trwało. Żeby nasze zawody na stałe wpisały się w kalendarz imprez triathlonowych i biegowych Pomorza, a ludzie czekali na nie i przygotowywali się do startu.
Szukamy nowych rozwiązań i lokalizacji, ale chcemy też rozwijać to, co już zbudowaliśmy. Marzę o stałym partnerze, który uwierzy w te wydarzenia i pomoże nam organizować je cyklicznie, bez niepewności o kolejną edycję.
Najważniejsze, żeby uczestnicy chcieli wracać. Żeby po pierwszym starcie wyjeżdżali z medalem, nowym celem i myślą, że za rok znów staną na starcie. Wtedy wiem, że to, co robimy, ma sens.
Najbliższe zawody STONE TRI TOUR: Triathlon Lubkowo, 23 sierpnia 2026 roku nad Jeziorem Żarnowieckim oraz PGK Triathlon Puck, 13 września 2026 roku w Pucku, gdzie na debiutantów czeka dystans MINI. Zapisy i szczegóły na stronie stowarzyszenia STONE TRI & RUN: stonetrirun.pl






Zdjęcia: Kinga Bujak
Paweł Miziarski
Zawodowy triathlonista, trener, organizator imprez oraz prezes stowarzyszenia STONE TRI & RUN. Od ponad 20 lat startuje w zawodach w Polsce i na całym świecie, nieustannie szukając nowych wyzwań. Dziś swoją wiedzę, energię i sportowe doświadczenie wykorzystuje w pracy z podopiecznymi oraz przy tworzeniu wydarzeń, które łączą bezpieczeństwo, świetną atmosferę i realne potrzeby uczestników.





