Nowe czasy, stare wartości – sektor społeczny wobec KSeF, kryzysów i zmian prawa 

Brak zaufania wynika raczej ze stereotypów niż z systemowego ustawienia, ale zapewne jest to kombinacja obu tych czynników. Może to kwestia niestabilności finansowania sektora, że miotamy się od ściany do ściany, od jednego projektu do drugiego, bez poczucia ciągłości i bezpieczeństwa. Wszędzie tam, gdzie próbuje się wstawić klin między administrację publiczną a organizacje społeczne, mamy do czynienia z działaniem świadomym – inicjowanym przez tych, którym zależy na podziale, na osłabieniu naszego wspólnego głosu. Nie powinniśmy tych stereotypów utrwalać, bo wówczas sami przyczyniamy się do ich pogłębiania.

Patrząc na Polskę historycznie: ilekroć byliśmy podzieleni, coś w tej historii przegrywaliśmy – naszą gospodarkę, niepodległość, poczucie wspólnoty i braterstwa, a wreszcie – poczucie, że jesteśmy jednym sektorem, który potrafi działać razem dla dobra wspólnego. Dziś nie ma już jednego sektora – są duzi i mali, „nasi” i „inni”. Każda z tych grup bywa przeciwstawiana drugiej, a różnice – zamiast być źródłem różnorodności – stają się paliwem dla nieufności. Nie mówimy już wspólnym głosem, że „idziemy razem”, także z administracją i biznesem, by sprostać wspólnym wyzwaniom. Jeśli nie odnajdziemy siebie nawzajem, jeśli nie nauczymy się współpracować mimo różnic, może się okazać, że finał tej historii będzie smutny.

Jednym z kluczowych wyzwań najbliższych miesięcy jest wdrożenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Dla wielu organizacji pozarządowych to ogromna zmiana – nie tylko technologiczna, ale i mentalna. NGO-sy, zwłaszcza mniejsze, często nie dysponują zapleczem księgowym czy technicznym, by poradzić sobie z nowym, obligatoryjnym systemem raportowania. Dla dużych fundacji będzie to wyzwanie organizacyjne, dla małych stowarzyszeń – wręcz egzystencjalne. Potrzebujemy więc nie tylko czasu, ale i wsparcia – zarówno ze strony państwa, jak i większych podmiotów sektora, które mogłyby podzielić się doświadczeniem i narzędziami. To moment, w którym solidarność sektora może stać się realnym zasobem.

Istotnym, choć bardziej złożonym tematem, są prace nad zmianą ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Warto jasno podkreślić, że proces ten odbywa się w formule konsultacji społecznych, w duchu partnerstwa i współtworzenia – w dużej mierze jest on inicjowany i napędzany przez sam sektor społeczny. Problem polega jednak na tym, że w kluczowych obszarach strony wychodzą z odmiennych założeń.

To, co dla organizacji wydaje się logiczne i oczywiste – uproszczenie procedur, zmniejszenie obciążeń sprawozdawczych, większe zaufanie – z perspektywy administracji bywa postrzegane jako ryzyko. Uszczelnianie systemu często oznacza bowiem zwiększenie kontroli, rozbudowę sprawozdań i formalizacji. Uproszczenia ścierają się z potrzebą nadzoru, a błędy pojedynczych organizacji są skalowane na cały sektor. W efekcie powstaje napięcie pomiędzy dwiema racjonalnościami, które nie zawsze spotykają się w połowie drogi. Kluczowe jest to, by w sprawach zasadniczych – dotyczących sensu współpracy państwa i sektora – te założenia zaczęły się wreszcie pokrywać.

Ważnym, a często pomijanym wyzwaniem jest również przygotowanie planów kryzysowych w organizacjach. Pandemia, wojna w Ukrainie, kryzys uchodźczy czy katastrofy naturalne pokazały, że sektor społeczny jest na pierwszej linii reagowania. Organizacje, które wcześniej zajmowały się edukacją czy kulturą, z dnia na dzień stały się centrami pomocy humanitarnej. NGO-sy są jak społeczni „dual use” – w kryzysach potrafią wykorzystać swoje kompetencje i zasoby, by natychmiast działać. Organizacje sportowe organizowały ewakuacje, fundacje kulturalne prowadziły punkty informacyjne, a stowarzyszenia senioralne szyły maseczki. To ogromna wartość, ale też przypomnienie, że sektor musi być przygotowany na takie sytuacje strukturalnie. Plan kryzysowy to nie luksus – to obowiązek organizacji, które chcą przetrwać i pomagać skutecznie.

Warto w tym miejscu jasno wskazać trzy kluczowe wyzwania, które determinują dziś przyszłość naszej Najjaśniejszej Rzeczpospolitej – a zatem również sektora społecznego: bezpieczeństwo, utrzymanie rozwoju oraz wyzwania demograficzne. 

Bezpieczeństwo należy rozumieć szeroko – jako bezpieczeństwo energetyczne, militarne, psychiczne i społeczne. Bez niego nie jesteśmy w stanie realizować żadnych innych działań. To właśnie sektor społeczny, poprzez sieci relacji i lokalne zakorzenienie, buduje odporność wspólnot, której nie da się zadekretować centralnie.

Drugim wyzwaniem jest utrzymanie rozwoju – gospodarczego, społecznego i relacyjnego. Jeśli rozwój zostanie zahamowany, wszystko to, co udało się do tej pory osiągnąć, zacznie się cofać. Cofanie się zawsze prowadzi do wzrostu napięć, frustracji i kolejnych podziałów, które uderzają zarówno w sektor społeczny, jak i w stabilność państwa.

Kolejna kwestia to utrzymanie rozwoju – gospodarczego, społecznego i relacyjnego. Bez niego wszystko, co udało nam się do tej pory osiągnąć, zacznie się cofać. A cofanie się w rozwoju społecznym zawsze prowadzi do wzrostu napięć, frustracji i kolejnych podziałów.

Trzecim obszarem są wyzwania demograficzne. Starzejące się społeczeństwo, migracje oraz zmiana struktury rynku pracy wymagają nowych odpowiedzi. Polityka demograficzna to nie tylko kwestia zastępowalności pokoleń, ale także umiejętnego włączania osób wykluczonych oraz zachęcania do dłuższej aktywności zawodowej i społecznej. Coraz większą rolę odgrywać będą tu robotyzacja i automatyzacja – procesy, które z jednej strony zmniejszają zapotrzebowanie na pracę, a z drugiej wymagają nowych kompetencji i ról społecznych. Sektor społeczny może odegrać kluczową rolę w łagodzeniu skutków tych zmian i w adaptacji społeczeństwa do nowej rzeczywistości. 

Na koniec wracamy do najważniejszego – zaufania. To słowo, które wciąż zbyt rzadko pojawia się w języku polityki, administracji i biznesu, a które jest fundamentem społeczeństwa obywatelskiego. Zaufanie między organizacjami, zaufanie do instytucji publicznych, zaufanie do biznesu. Bez niego nie zbudujemy wspólnych projektów, nie wdrożymy skutecznie reform, nie zareagujemy na żaden kryzys.

Budowanie zaufania wymaga czasu, ale też konkretnych gestów – otwartości na dialog, rzetelnej informacji, partnerskiego traktowania. Przykłady lokalne pokazują, że jest to możliwe: w wielu miastach współpraca między samorządami a organizacjami pozarządowymi przynosi wymierne efekty – od programów wsparcia seniorów po działania ekologiczne. Tam, gdzie pojawia się współodpowiedzialność, tam pojawia się też skuteczność.

Jeśli chcemy mówić o przyszłości sektora społecznego w Polsce, musimy myśleć o niej nie jako o abstrakcji, ale o codzienności ludzi, którzy budują to państwo od dołu. Bez stabilnego finansowania, bez mądrego prawa, bez przygotowania na kryzysy – ale przede wszystkim bez zaufania – nie zbudujemy silnego społeczeństwa obywatelskiego. A przecież to ono jest najtrwalszym gwarantem naszej wspólnej przyszłości.

  • Przewodniczący Rady NIW- CRSO. Doradca i reprezentant Ministry ds. Społeczeństwa Obywatelskiego, Przewodniczącej Komitetu ds. Pożytku Publicznego w Radzie NIW-CRSO. Społecznik z ponad 20-letnim stażem w obszarze społeczeństwa obywatelskiego. Animator, trener, doradca formalno-prawny dla NGO, ekspert trzeciego sektora i ekonomii społecznej. Członek Ogólnopolskiego Konwentu RDPP.

Pytanie miesiąca

Czy Twoja organizacja podąża za trendami?