Partycypacja Społeczna to maraton relacyjny

W świecie trzeciego sektora i samorządów słowo „partycypacja” stało się niemal nabożną mantrą. Współdecydowanie i współdziałanie powinno w zasadzie dziać się naturalnie i być częścią wszystkich procesów dotyczących życia mieszkanek i mieszkańców wszelkich małych i dużych ojczyzn. Wszyscy tego pragniemy, ale miejmy odwagę przyznać, że jej budowanie bywa procesem żmudnym i co tu dużo kryć, czasem mało efektownym. Szczególnie w obszarze konsultacji, gdzie zamiast szybkich sukcesów często otrzymujemy codzienne „docieranie się”, wymagające więcej cierpliwości niż najgorętszy entuzjazm.

Dlaczego tak trudno nam współdziałać? Bo może nasz społeczny gen zaangażowania wzrastał w cieniu szkodliwych mitów. To przekonanie, że relacja z władzą to „zło konieczne”, a partycypacja to jedynie listek figowy dla „ustawionych” decyzji, skutecznie zniechęca nas do działania. Czy ten brak zaufania i lęk przed stratą czasu są prawdziwymi hamulcami naszych małych ojczyzn?

Jako społeczeństwo jesteśmy mistrzami sprintu 

To już zostało nie raz powiedziane i zaobserwowane. Potrafimy się fenomenalnie zmobilizować przy wielkich zrywach, kryzysach czy widowiskowych akcjach. Jednak partycypacja to nie sprint, lecz wymagający maraton. Problem polega na tym, że na co dzień współdziałanie bywa po prostu trudne. Wymaga wyjścia ze swojej strefy komfortu i żmudnego szukania kompromisu tam, gdzie każdy chciałby mieć rację „na już”. Nic dziwnego, że ci, którzy startują z ogromnym zapałem, często zniechęcają się po drodze. Najskuteczniejszym zabójcą zaangażowania nie jest bowiem brak czasu, ale brak poczucia sprawstwa. Gdy społeczna energia zderza się z biurokratyczną próżnią, relacja umiera, zanim na dobre się zacznie. Często zapominamy, że dobra wola to zaledwie bilet wstępu, a nie gotowy scenariusz. Prawdziwa partycypacja to bowiem skomplikowana inżynieria prawna. Jeśli nie zrozumiemy, że każda idea musi przejść przez sformalizowany „czyściec” konsultacji i paragrafów, nasz entuzjazm zawsze przegra w starciu z procedurą. Bez tej świadomości społeczna energia nie buduje zmian, lecz jedynie zasila frustrację. 

Biznes mówi językiem korzyści

W tym kontekście warto, by wybrzmiała perspektywa biznesu. Dla nowoczesnego przedsiębiorcy relacja z otoczeniem nie jest już tylko miłym dodatkiem do raportu CSR czy wymogiem ESG. To pragmatyczny fundament społecznej odpowiedzialności. Biznes wie, że stabilne i przewidywalne sąsiedztwo to warunek bezpiecznego rozwoju. Przedsiębiorcy, przyzwyczajeni do konkretnych efektów i optymalizacji, wnoszą do debaty o partycypacji cenne pytanie: „po co?”. Ich perspektywa przypomina nam, że relacje społeczne muszą mieć swój mierzalny sens, inaczej staną się jedynie pustym kosztem czasu i energii. Biznes wnosi do społeczności konkretną inwestycję i ważne jest, aby te pieniądze były dobrze wydane i wszystkim stronom przyniosły korzyści.

Jak to w życiu bywa  – paradoksalnie to właśnie te „wymęczone” w bólach partycypacyjnych relacje – te między urzędnikami, społecznikami a biznesmenami – okazują się najtrwalsze. Nie opierają się na chwilowej sympatii, lecz na wzajemnym zrozumieniu ról i rzemieślniczym szacunku do wspólnej roboty. Może więc, zamiast planować kolejne widowiskowe sprinty, warto zacząć systematycznie trenować biegi długodystansowe? Trwałe relacje buduje się latami, a nie podczas jednej, nawet najpiękniejszej konferencji czy festynu. Lub kampanii wyborczej. 

Monika Brzozowska, Creative Development Director, Change Agent  

Relacje buduje przede wszystkim możliwość i powtarzalność kontaktu oraz to, że stajemy z drugim człowiekiem twarzą w twarz. To właśnie bezpośredni kontakt z człowiekiem, jego otoczeniem pozwala wyjść poza stereotypy, zobaczyć po drugiej stronie nie „instytucję” czy „interes”, ale ludzkie potrzeby, obawy i ograniczenia. Czas, jaki możemy dać drugiemu człowiekowi oraz bycie skupionym na tym, co chce nam przekazać, powoduje, iż niwelujemy dystans – w naszym przypadku między mieszkańcami, inwestorem, miastem, lokalnymi liderami. Wspomniane przeze mnie spojrzenie w oczy drugiego człowieka mobilizuje wszelkie pokłady odpowiedzialności za to, co się wnosi do ich przestrzeni życiowej. Zainicjowany przez nas dialog na Przymorzu Małym, związany z planowaną inwestycją Mozaika, pokazał, że rozmowa nie zawsze oznacza natychmiastową zgodę. Stała się raczej procesem porządkowania emocji, wyjaśniania intencji i wspólnego szukania punktów stycznych. To właśnie w tym „docieraniu się” rodzi się zaufanie. Nie z deklaracji, ale z konsekwencji, dostępności i gotowości do słuchania także wtedy, gdy pojawiają się trudne pytania. Dzisiaj jako realny sąsiad również korzystamy z tej relacji i pomimo formalnego statusu inwestora, za którym stoją przecież ludzie, nie boimy się w trudnych dla nas momentach poprosić mieszkańców o atencję czy wsparcie. Dialog może przybierać różne formy! Niespełna rok temu miałam to szczęście i przeprowadziłam się na Przymorze Małe. Spacerując po dzielnicy, spotykam znajome twarze, obserwuję, zaczynam więcej rozumieć i mogę na tym budować istotne kwestie w procesie inwestycyjnym. Podczas pierwszego spotkania z mieszkańcami obiecaliśmy, że będziemy w stałym kontakcie oraz postanowiliśmy także udokumentować ten niecodzienny proces budowania relacji w papierowym kwartalniku “LETNIK”.

Mariusz Godlejewski, Pracownia Zrównoważonego Rozwoju 

Dla mnie to pytanie jest o fundamencie partycypacji. Najkrótszą odpowiedzią jest jedno słowo: zaufanie. To ono decyduje, czy ludzie chcą zostać w procesie dłużej niż tylko na etapie pierwszego spotkania. To zaufanie lub jego brak decyduje, czy decydujemy się na nową współpracę i rozwijanie relacji.

Relacje w procesach partycypacyjnych budują się wtedy, kiedy konsultacje społeczne są autentycznym dialogiem, a nie wyłącznie formalnym obowiązkiem. Kiedy ich celem staje się nie przekonywanie wszystkich do jednej racji, ale uznanie różnych perspektyw i wspólne szukanie kompromisu. To bardzo ważne szczególnie dziś, w czasie ogromnej polaryzacji społecznej i komunikacyjnego zmęczenia.

Ja angażuję się wtedy, gdy czuję, że mój głos naprawdę coś znaczy i zmieni. Że ktoś słucha, odpowiada, tłumaczy decyzje i jest gotowy na zmianę swojego stanowiska. To wtedy pojawia się energia społeczna – coś większego niż jednorazowe zaangażowanie. Zaczynają tworzyć się więzi, rozwija się komunikacja społeczna, a uczestnicy procesu przestają być dla siebie anonimowi. W marketingu powiedzielibyśmy, że budujemy w ten sposób społeczność wokół swojej marki.

To z jakości tych relacji rodzi się kapitał społeczny. Nie z idealnie napisanych strategii, czy dobrze wyglądających raportów, ale z doświadczenia współpracy, wzajemnego szacunku i poczucia sprawczości. Partycypacja nie jest więc tylko metodą pracy z mieszkańcami. Jest długofalowym procesem budowania zaufania społecznego.

Ewa Stokłuska, członkini Zespołu Partycypacji Obywatelskiej Fundacji Stocznia

Partycypacja bywa często sprowadzana do procedur – mechanizmów i narzędzi, dzięki którym mieszkańcy mogą wypowiedzieć się w sprawach publicznych. Tymczasem jej najważniejszym fundamentem i składową są relacje. To one sprawiają, że udział w decyzjach dotyczących sąsiedztwa czy miejscowości nie musi kończyć się na obronie własnego interesu, lecz może być próbą uwzględnienia innych perspektyw. W rozmowie z innymi osobami, które często widzą tę samą sprawę inaczej niż my, pojawia się szansa na zrozumienie, skąd biorą się ich potrzeby, obawy i oczekiwania. Dzięki temu partycypacja przestaje być agregowaniem indywidualnych opinii, a staje się procesem budowania wspólnoty. Relacje wprowadzają do debaty publicznej empatię i współodpowiedzialność. Łatwiej troszczyć się o kogoś, kogo znamy, niż o anonimową grupę. Gdy wiemy, kim są nasi sąsiedzi i co jest dla nich ważne, łatwiej poprzeć rozwiązania, które nie służą wyłącznie nam, ale poprawiają jakość życia społeczności. Partycypacja, w której przykłada się wagę do budowania relacji, uczy myślenia o społeczności jako wspólnocie, w której powinno się zauważać i uwzględniać różne potrzeby. Dlatego relacje są jednym z najważniejszych efektów i warunków prawdziwej partycypacji. Motywują do działania, wymagania od władz odpowiedzialnych decyzji i sprawdzania, czy administracja realizuje swoje zobowiązania w duchu dobra wspólnego. Bez relacji partycypacja byłaby jedynie umocowaną w prawie metodą zbierania opinii. Dzięki nim staje się sposobem tworzenia bardziej przyjaznej dla wszystkich rzeczywistości społecznej.

Pytanie miesiąca

Czy Twoja organizacja nawiązuje relacje z innymi sektorami?