Problematyka marzeń dotyka sedna ludzkiej natury. Stawiamy sobie pytanie: Czy marzenia należy spełniać, czy jednak pozostawić je w bezpiecznej sferze fantazji?
Są dwie strony medalu. Z jednej strony jest to „wewnętrzny kompas”. Marzenia pokazują, co jest dla nas w życiu naprawdę ważne, dają energię do działania i są emocjonalnym paliwem. Pozwalają uciec od szarej codzienności bez ponoszenia jakiegokolwiek ryzyka.
Z drugiej strony mogą stać się pułapką, jeśli chronią nas przed realnym działaniem. Prawdziwa rewolucja zaczyna się w momencie, gdy z „marzycieli” stajemy się „sprawcami” i bierzemy sprawy we własne ręce.
Jednak czy każdy powinien przekraczać tę granicę? Czy zrealizowane marzenie nie traci swojej magii, stając się po prostu kolejnym zadaniem do odhaczenia na liście życiowych pragnień?
O marzeniach, które mocno łączą się ze zmianą i motywacją, oraz o tym, jak je przekuć w bezpieczną ewolucję, a nie bolesną rewolucję, rozmawiałam z Ewą Struzik, współzałożycielką Kolektywu CDN (ciąg dalszy nastąpił).
Marta Dzięgielewska: Od czego tak naprawdę rozpoczął się Wasz ciąg dalszy, który połączył Was w kolektyw?
Ewa Struzik: Zaczęło się dość prozaicznie… od grilla. Spotkałyśmy się towarzysko z Ewą Puchalską (która w tej chwili nie angażuje się bezpośrednio w podcast) i Karoliną Kurcwald.
Rozmawiałyśmy o tym, jak bardzo męczy nas praca zdalna w pojedynkę, o dyskomforcie, który każda z nas nosiła. Zaczęłyśmy więc spotykać się w każdy czwartek. Wspólnie pracowałyśmy, robiłyśmy wspólne lunche. Wszystkie działałyśmy w marketingu i copywritingu, dlatego łatwiej było nam pracować obok siebie.
Podczas jednego z takich spotkań rzuciłam hasło, że chcę zrobić warsztaty rozwojowe dla kobiet. Nazwa „Kolektyw Zmiana” była już zajęta, więc Karolina wymyśliła KolektywCDN. Rozwinięcie „ciąg dalszy nastąpi(ł)” wykorzystałyśmy do naszego podcastu, który stał się pierwszym wspólnym projektem. Od grilla w maju do wspólnego wyjazdu projektowego w październiku minęło pięć miesięcy. I to jest kluczowe: pokazujemy zmianę jako proces – jako ewolucję, a nie rewolucję. Do uświadomienia sobie pewnych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć. Chcemy normalizować to, że zmiana wymaga czasu. Warto zdjąć z siebie presję natychmiastowych odpowiedzi.
Dla kogo ostatecznie powstał ten projekt? Dla Was? Dla osób z podobnymi potrzebami?
Na początku myślałyśmy wyłącznie o kobietach. Jednak jako marketingowczynie szybko zaczęłyśmy budować strukturę, stronę, komunikację i projekt zaczął dynamicznie rosnąć. Zaczęłyśmy nagrywać rozmowy. Chwilę później stworzyłyśmy „Inkubator bezpiecznej zmiany zawodowej”- czyli cykl warsztatów online pomagających w przejściu przez zmianę.
Grupy objęte wsparciem oraz nasi rozmówcy w podcaście okazali się środowiskiem mieszanym – wspieramy po prostu każdego, kto chce zmienić karierę, nie zamykamy się na nikogo.
Dziś obie z Karoliną jesteśmy coachami, a projekt pozostaje otwarty – czasem współprowadzą go z nami inni eksperci.
Co w takim razie uruchamia zmianę zawodową? Czy to nagły przebłysk, czy długie dojrzewanie? I przede wszystkim, czym w tym procesie są marzenia?
Podstawą zawsze jest dyskomfort. Najpierw się pojawia, potem zaczynamy rozumieć, skąd się bierze, a dopiero na końcu zastanawiamy się, co z tym zrobić. Wtedy otwiera się przestrzeń na marzenia. Pojawia się zdrowa myśl: „Skoro nie chcę już robić tego, co muszę, może mogę robić to, co naprawdę chcę?”.
Często tkwimy w wyborach zawodowych podjętych w wieku 20 lat pod presją rodziny czy tzw. „rozsądku”. Po latach okazuje się, że te zawody nas palą, a praca nie daje widocznych efektów i tracimy poczucie sensu. Wtedy warto wrócić do punktu wyjścia – do dziecięcych marzeń.
Pozostanie w strefie marzeń jest bezpieczne, bo nie ma tam rozczarowań. Wyjście z tej bańki bywa trudne. Jak okiełznać lęk przed zmianą, znaleźć balans między fantazją a rzeczywistością? Czy lepiej rzucić się na głęboką wodę, czy wszystko planować?
Wyjście ze strefy komfortu wiąże się z dużym ryzykiem: finansowym, społecznym, ogromnym stresem. Jeden z naszych gości, psychoterapeuta w trakcie szkolenia – Piotrek Podskarbik, mówił w podcaście o strachu przed utratą dotychczasowego obrazu siebie.
Ja przez 18 lat byłam ekspertką od marketingu z dobrą pensją i renomą. Odchodząc z zawodu w wieku 40 lat, stałam się „juniorem”, który musi uczyć się wszystkiego od nowa. To boli.
Jednak bez zmiany nie ma zmiany. Życie złudzeniem, że branża lub mobbingujący szef nagle się zmieni, jest bezcelowe. Dlatego zdecydowanie odradzam skoki na głęboką wodę, a zachęcam do ewolucji, czyli spokojnego planowania: przygotowania poduszki finansowej, stopniowego zdobywania nowych kompetencji i płynnego przechodzenia z etatu na swoje. U naszych rozmówców, takich jak Roman, który został stolarzem, Wioleta, która zamieniła audyt w korporacji na prowadzenie śmieciarki, czy Rafał, który został maszynistą, proces przygotowań zawsze był rozciągnięty w czasie. Gwałtowne cięcia zdarzają się głównie wtedy, gdy motywatorem jest nagła utrata pracy. Warto też budować swoją „wioskę”, czyli otaczać się ludźmi, którzy wysłuchają płaczu przez telefon albo pomogą przy dziecku, gdy Ty robisz kurs.
Kiedy zaczynamy działać, oprócz strachu przed utratą tożsamości pojawia się też strach przed oceną innych, przed porażką, a czasem nawet przed sukcesem. Czy rozkładanie lęku na czynniki pierwsze pomaga go opanować?
Tak. Strach przed nowością to naturalny proces neurobiologiczny, bo ewolucyjnie chronił nas przed wyjściem z jaskini prosto w paszczę tygrysa. W Inkubatorze uczymy pracy z tym lękiem poprzez proste ćwiczenie uważności. Rozkładamy go na trzy poziomy:
Ciało: Gdzie czujesz dyskomfort? (np. spięty brzuch, ściśnięte gardło).
Myśl: Jaka myśl za tym stoi? (np. „Boję się wydać pieniądze na ten kurs”).
Emocja: Co to dokładnie za lęk? (np. „Mam 40 lat, będę najstarsza, nie nadążę za grupą” – czyli strach przed oceną).
Gdy zdiagnozujesz konkretną emocję, warto zadać sobie trzy pytania: Co najgorszego może się stać? Co najlepszego? I co jest najbardziej prawdopodobne?
Na koniec musisz odnieść się do faktów, bo mózg potrzebuje twardych dowodów, żeby się uspokoić. Suche hasła typu: „Nie no, dasz radę” nic nie dają, bo dla mózgu to nie jest fakt. On przewiduje zagrożenia na podstawie wcześniejszych potknięć. Trzeba go uspokoić dowodem: „Czekaj, przecież skończyłam trudne studia, zdałam sesję, mój mózg potrafi przyswajać wiedzę. Kiedyś już wyszłam z jaskini i przeżyłam. Mogę zrobić to znowu”. Wychodzenie ze starej tożsamości stawia nas w delikatnym, bezbronnym położeniu. Na początku nowej drogi wiele rzeczy może nam nie wychodzić. To jest całkowicie normalne. Uzbrójmy się w wyrozumiałość dla samych siebie.
Kiedy w końcu poukładamy wszystko w głowie, okazuje się, że walka o marzenia daje nam realną szansę na szczęście i spełnienie. Czy w takim razie warto w ogóle się wahać?
Nie wiem, czy od razu poszłabym w tezę, że marzenia gwarantują szczęście, bo po drodze wchodzimy też w trudne rzeczy. Ale podążanie za nimi zwielokrotnia szansę na to szczęście.
Ciało zawsze sygnalizuje nasze potrzeby. Jeśli w niedzielę wieczorem boli Cię brzuch na myśl o poniedziałku, to nie jest problem z żołądkiem – to spina Cię praca, szef albo branża. Lekceważenie tego w końcu się na nas zemści. Czasem w procesie coachingu klient dochodzi do wniosku: „Wcale nie chcę zmieniać zawodu. Myślałem tak, bo teraz wszyscy dookoła zmieniają pracę i uległem modzie”. Taka konkluzja też jest świetna, bo zdejmuje z człowieka całe napięcie i pozwala mu docenić to, co ma.
Gorzej, gdy dyskomfort wynika z autentycznej zmiany potrzeb. Przykładowo, pokolenie osób w wieku około 40 lat jest pierwszym, które miało tak ogromne możliwości rozwoju – nie ograniczały ich ani wojna, ani ustrój. Jednak po 20 latach pracy wielu zdało sobie sprawę, że dotychczasowa kariera była realizacją oczekiwań rodziców lub otoczenia. Ci ludzie stają w połowie życia i mówią: „Dość. Teraz czas na moje marzenia”. I kiedy wreszcie robią ten krok, powtarzają jedno zdanie: „Teraz zupełnie inaczej mi się oddycha”.
Ciąg dalszy może być lepszy niż pierwszy rozdział. Jednak czasami widać, że coś nas blokuje. Z czego to może wynikać? Ze strachu? Niskiej samooceny?
Ludzi często blokuje to, co w ekonomii i psychologii nazywa się „efektem utopionych kosztów” (sunk cost fallacy).
To jeden z najbardziej podstępnych błędów poznawczych. Mówimy sobie: „Inwestowałam w tę karierę 20 lat, szkoda mi to zostawić”. Jeśli zainwestujesz w jakiś projekt 100 dolarów, strach przed ich utratą jest tak silny, że jesteś skłonny utopić kolejne 200 dolarów, mimo że to nie pomoże. Tak samo działa nasz mózg w kwestii zawodowej: skoro jestem w tej branży od dwóch dekad, to muszę w niej siedzieć dalej, gotowa marnować kolejne lata.
Spójrzmy na to z drugiej strony i zróbmy bilans: masz za sobą 20 lat pracy, ale przed sobą masz jeszcze co najmniej 25 lat dalszej aktywności zawodowej! To jest mnóstwo czasu, całe ćwierć wieku. Biorąc pod uwagę, że w pracy spędzamy jedną trzecią życia, warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę chcesz spędzić kolejnych 25 lat w miejscu, które Cię gniecie i uwiera, tylko dlatego, że już tam trochę posiedziałaś?
Gdybyś mogła zostawić naszych czytelników z jedną kluczową lekcją na temat realizacji marzeń – co by to było?
Chciałabym, żebyśmy odmitologizowali zarówno pracę, jak i same marzenia. Do pracy wciąż podchodzimy jak do znoju – czegoś, co musi być trudne i wycieńczające, bo tylko wtedy ma wartość. Mierzymy swoją wartość liczbą zrealizowanych zadań i poziomem „zajechania”. Czas to zmienić. Praca nie musi być harówką po łokcie. Może dawać nam „fun” i wpisywać się w nasz „well-being”.
Z drugiej strony, zdejmijmy z marzeń warstwę lukru. Ich spełnianie wcale nie musi być lekkie i przyjemne. Wymaga wysiłku, bywa szorstkie, kosztowne i męczące. Przekształcone w konkretne cele zmuszają do nauki wytrwałości. Jednak ostatecznie to właśnie to zderzenie z rzeczywistością i włożona praca dają ogromną, głęboką satysfakcję
Kolektyw CDN, to projekt społeczno-medialny poświęcony tematyce zmiany zawodowej, tworzony przez Karolinę Kurcwald i Ewę Struzik – coachki z wieloletnim doświadczeniem w marketingu i psychologii biznesu. Nazwa nawiązuje do skrótu „ciąg dalszy nastąpi(ł)” – hasła, które oddaje ideę projektu: pokazywanie, że po trudnej decyzji o zmianie zawodowej życie toczy się dalej, często w lepszym kierunku.Adres strony: https://kolektywcdn.grwebsite.pl/
Ewa Struzik – Coach zmiany zawodowej, coach kobiet i copywriterka. Wieloletnie doświadczenie w marketingu, praca oparta na nurcie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach i sporej dawce empatii wobec klientek. Przez wiele lat pracowałam w marketingu, więc wiem, jak wygląda praca pod presją, wypalenie i moment, w którym trzeba sobie zadać trudne pytanie: czy to jeszcze moja droga? Jestem coachem zmiany w nurcie TSR (Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach) – wierzę, że każda z nas ma w sobie potencjał potrzebny do zmiany. Czasem brakuje tylko jasności i bezpiecznej przestrzeni, żeby go dostrzec. Pracuję głównie z kobietami, bo wiem, że nasze rozterki zawodowe często niosą ze sobą coś więcej niż tylko pytanie „co dalej w karierze”.





