Pomorskie historie odporności społecznej: Kryzys może trafić się każdemu

Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej, wsparcie w formie schronienia przysługuje osobom i rodzinom pozbawionym miejsca do życia. Tymczasowe schronienie w formie ogrzewalni, schroniska lub innego miejsca przeznaczonego dla osób w kryzysie bezdomności zapewnia podopiecznym bezpieczeństwo i opiekę. 

Stowarzyszenie „Ryta” z Pruszcza Gdańskiego prowadzi schronisko w Wiślince, gdzie od 2015 roku udziela pomocy osobom w kryzysie bezdomności, osobom starszym, z niepełnosprawnościamii chorym. Organizacja zapewnia całodobowe schronienie z usługami opiekuńczymi, wspierając podopiecznych w powrocie do samodzielnego życia i w zaspokajaniu podstawowych potrzeb: jedzenia czy ubrania. 

Pomoc osobom w kryzysie bezdomności buduje odporność społeczną, bo przywraca im godność i wiarę w siebie. Pokazuje także, na czym polega solidarność.

“Dom Ryta” to miejsce, które daje więcej niż tylko cztery ściany i jedzenie… o czym opowie Grażyna Oleszczuk, prezeska organizacji.

W Ogólnopolskiego Badania Liczby Osób Bezdomnych wynika, że w kryzysie bezdomności było w 2024 roku na 4 575 osób na Pomorzu. W porównaniu do 2019 to wzrost o blisko 52 %. Jakie są najczęstsze powody bezdomności?

Kiedyś: alkohol, zamykane PGR-y, konflikty rodzinne, hazard, uzależnienia. Teraz coraz częściej: samotność i starość. W przypadku młodych: wychowankowie pieczy zastępczej – często nie mają gdzie wrócić. Dostają pieniądze na usamodzielnienie, ale nie mają wsparcia, nie mają wystarczającej liczby miejsc, nie mają umiejętności życiowych. Czasem trzeba nauczyć ich podstaw: jak jeść przy stole, jak dziękować, jak funkcjonować.

Działamy od 10 lat i przez ten czas wiele się zmieniło. Na początku trafiały do nas osoby typowo w kryzysie bezdomności: głównie 40-45-latkowie, często po zakładach karnych, również kobiety, czasem osoby po doświadczeniach przemocy (choć wtedy tak tego nie nazywano). Wszystko było wrzucane do jednego worka i pomagaliśmy każdej grupie.

Z czasem zaczęliśmy specjalizować się w pracy z osobami starszymi i niepełnosprawnymi, bo społeczeństwo się starzeje i takich osób jest coraz więcej. Potrzebują nie tylko wsparcia opiekuńczego, ale też medycznego i leczniczego.

Jednocześnie pojawiła się nowa grupa wiekowa: roczniki 90. W naszym województwie to jest teraz bardzo widoczne. Z jednej strony mamy seniorów, a z drugiej coraz więcej młodych ludzi w kryzysie bezdomności. Staramy się reagować na ich potrzeby, ale możliwości instytucjonalne wobec młodych są bardzo ograniczone.

Czy oferujecie tylko łóżko i miejsce przy stole?

Nie tylko. Korzystamy z narzędzia „indywidualnych programów wychodzenia z bezdomności”, opracowanego przez Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomności w Gdańsku. To procedury, które porządkują pracę i pomagają ustawić plan działania z człowiekiem. Jednak przy młodych osobach często nie jesteśmy w stanie dać tego, czego naprawdę potrzebują: mieszkania, pracy, stabilności. Terapia jest dobrowolna i zwykle odbywa się na zewnątrz. Nie zawsze mamy środki na zatrudnienie terapeutów na stałe. Środki na projekty są coraz bardziej ograniczone.

Jak wygląda Wasze schronisko? Ile macie miejsc?

Od 2015 roku dzierżawimy budynek po dawnym pensjonacie nad Martwą Wisłą, idealny pod noclegi. Statutowo mamy 80 miejsc. Budynek jest dwukondygnacyjny: na górze 40 pokoi dwuosobowych, na dole sale wieloosobowe (6-osobowe).

Pobyt w schronisku jest czasowy, skierowanie jest na 6 miesięcy. W tym czasie robimy diagnozę, plan, kontrakt socjalny i w zależności od sytuacji kierujemy osobę dalej, do bardziej dopasowanych miejsc. Mamy też możliwość korzystania z Centrum Integracji Społecznej w Pruszczu Gdańskim, z którym gmina współpracuje od wielu lat. To świetne rozwiązanie, bo pozwala patrzeć perspektywicznie, zwłaszcza na osoby, które rokują.

Jak często udaje się komuś wyjść na prostą?

Przez 10 lat pracy w schronisku usamodzielniłam pięć osób. To znaczy, że znalazły pracę, wynajęły mieszkanie, zaczęły funkcjonować samodzielnie.

Czy bezdomność to stan umysłu?

W dużej mierze tak. Ale uważam, że nadal mamy za mało narzędzi. Osoba, która opuszcza schronisko, zostaje sama. A powinna mieć wsparcie instytucjonalne przynajmniej przez jakiś czas, żeby odnaleźć się w rzeczywistości. To jest jak wyjście po latach z więzienia nagle człowiek nie wie, jak żyć. Mamy także przykład mieszkańca, który po 20 latach czekania dostał mieszkanie z gminy. Był przerażony. Zapewniałam go, że pomożemy mu je wyposażyć, że nie zostanie sam. Ale on zrezygnował, zamknął się, wpadł w ciąg alkoholowy na trzy miesiące. Potem wrócił i powiedział, że bał się: „Jak ja mam to utrzymać? Jak mam zapłacić? Jak mam iść do sklepu?”.

Brak wsparcia po wyjściu to ogromna luka systemowa. Jeśli ktoś zaczyna życie od nowa, potrzebuje „kogoś od spraw dnia codziennego”, kogoś kto powie: „Kazik, byłeś dziś w gminie? Zrobiłeś wniosek?”. Kiedy zostają sami, często po kilku miesiącach wszystko się rozpada.

A stereotyp alkoholizmu? Czy wszyscy piją?

Nie. To duży stereotyp. Dawniej osoby w kryzysie bezdomności były kojarzone z piciem i przebywaniem w przestrzeni publicznej. Teraz jest inaczej, większość z nich to osoby starsze. Czasem mówią: „Wypiłbym piwo, byłoby fajnie”, ale kiedy dostają bezalkoholowe, patrzą na nie i mówią: „Już zwykłego bym nie wypił”.

Zmienił się też typ kryzysu : więcej refleksyjności, wyciągania wniosków, świadomości straconych lat. Do tego dochodzi zamknięcie w systemie pomocy, którego nie zawsze chcą.

 Czy zdarzają się osoby pracujące lub z emeryturą, które i tak nie mają gdzie mieszkać?

Tak. To coraz częstsze przypadki. Ludzie mają emerytury, czasem nawet niezłe,  ale niewystarczające, by pójść do domu opieki. Na miejsce w DPS czekają latami, a w swoim mieszkaniu nie mogą już funkcjonować ze względu na zdrowie. Formalnie mają adres, ale fizycznie, nie są w stanie tam żyć.

Społeczne postrzeganie bezdomności ? Co musi się zmienić?

My jako społeczeństwo już mniej oceniamy, trochę dlatego, że osób bezdomnych nie widać na ulicach. Trafiły do systemu pomocy, więc nie ma ich w przestrzeni publicznej jak w dużych miastach europejskich, gdzie powstają całe „miasteczka”.

W Polsce państwo zorganizowało pomoc instytucjonalną, ale trzeba pamiętać, że nie każdy chce z niej korzystać. Żyjemy w wolnym kraju, ludzie mają prawo żyć także na ulicy, jeśli tak wybierają.

Co jest dla osób najtrudniejsze po wejściu do schroniska?

Przede wszystkim adaptacja. Musisz stworzyć swoją przestrzeń, ale jednocześnie wchodzisz w społeczność współodpowiedzialność za innych, wspólne zasady. Największą bolączką jest… woda. Kąpiele. Używanie wody.

Dla nich woda to dobro luksusowe. To pokolenie, które pamięta brak wody lub jej reglamentowanie. Boją się „marnować”, boją się „za dużo użyć”. Podobnie jest z chlebem. Traktują go jak złoto. Jeśli komuś spadnie kromka na stołówce, to jest dramat. To są nawyki wyniesione z biedy, wojny, trudnej młodości. Zmiana nawyków jest bardzo trudna. „Starego drzewa się nie przesadza” brzmi przysłowie. Oni czasem wolą żyć w bardzo złych warunkach, niż przenieść się do miejsca, które im proponujemy.

Projekt finansowany jest ze środków Rządowego Programu Wsparcia Organizacji Pozarządowych Moc Małych Społeczności – Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.

Pytanie miesiąca

Czy Twoja organizacja nawiązuje współprace międzynarodowe?