Lider_ka to niezwykle istotna osoba w organizacji społecznej. To postać, która nie tylko ma wizję, ale przede wszystkim potrafi inspirować, widzi sens działania i potrafi ten sens przekazać innym. To ona zapala iskrę: pobudza energię, przyciąga ludzi, buduje poczucie misji. Bez liderów_ek trudno o motywację, wzbudzanie emocji, poczucie „po co działamy”.
Jednocześnie w dyskusji o przyszłości i rozwoju sektora pozarządowego pojawia się kwestia stabilności i siły organizacji społecznych. Szczególnie jeśli to właśnie one mają budować odporność społeczeństwa i państwa jako zdolność do przetrwania, adaptacji i wzmocnienia wobec różnych zagrożeń, zmian czy zaskoczeń. I tutaj obok liderstwa pojawia się pojęcie przywództwa.
Energia, która inspiruje
Liderstwo to przede wszystkim relacja oparta na zaufaniu. Więź formalna lub nieformalna, ale zawsze żywa. Lider_ka buduje wspólnotę wokół idei. Często jest sercem i twarzą organizacji oraz źródłem jej wewnętrznej energii. Siła tych osób płynie z relacji, autorytetu i spójności między tym, co mówią, a tym, co robią.
Tymczasem liderzy, nawet jeśli są otoczeni innymi ludźmi, współpracownikami czy partnerami, są sami. Bo zwykle tak jest, że tam, gdzie cała dynamika działania opiera się wyłącznie na jednej osobie, pojawia się kruchość. Gdy lider_ka traci siły lub odchodzi, organizacja może utracić kierunek i spójność, odjęte projekty i realizowane działania mogą ucierpieć, nawiązane relacje mogą zostać zerwane i gdzieś na końcu tego wszystkiego poszkodowanymi będą przede wszystkim zaangażowane społeczności.
Struktura, która daje kierunek
Przywództwo w naszej dyskusji odnosi się bardziej do procesu niż do osoby. To sposób prowadzenia organizacji, wyznaczania celów, podejmowania decyzji i rozkładania odpowiedzialności. Przywództwo to system, w którym każdy wie, jaką pełni rolę, a działania są spójne z misją. To pytania o to: kto decyduje, jak ustalamy priorytety, jak dzielimy odpowiedzialność, co się dzieje, gdy lidera nie ma?
Przywództwo wymaga nie tylko charyzmy, ale też kompetencji zarządczych, strategicznego myślenia i umiejętności budowania struktur, które utrzymają organizację w dłuższej perspektywie. W warunkach niestabilności finansowej, zmian społecznych czy widma zagrożeń różnego typu, to właśnie przywództwo powinno dawać organizacji odporność.
Między pasją a trwałością
Polskie NGO funkcjonują dziś w napięciu między tym, co emocjonalne a tym, co systemowe. Obserwując ostatnie 5 lat widać potrzebę wyjścia z bańki zbudowanej z pasji działania i wprowadzenia czynnika zarządzania. Szukamy mostu między energią lidera_ki a koniecznością instytucjonalnej stabilności.
Niektóre organizacje potrzebują nowego impulsu, inspiracji, wiary w sens działania i tam potrzebne może być liderstwo. Inne stoją przed wyzwaniem uporządkowania procesów, budowy zespołów, przekazania odpowiedzialności, tam kluczowe jest przywództwo.
Jednakże… czy jeśli chodzi o organizacje społeczne, te dwie kwestie można w ogóle rozdzielać? Czy można mieć jedno bez drugiego? Czy sektor, który zrodził się z pasji, potrafi trwale funkcjonować bez struktur? A może to właśnie nadmiar procedur i formalności odbiera mu elastyczność i duszę?
Czy w ogólnej perspektywie i dzisiejszej kondycji (która nie jest różowa), sektor NGO potrzebują bardziej liderstwa, czy przywództwa? A może jednak należy od razu połączyć jedno z drugim, żeby organizacje społeczne mogły nie tylko przetrwać, ale też inspirować, rozwijać się i wpływać na rzeczywistość.
Monika Hinc, przewodnicząca Rady Fundacji Up Foundation i jej założycielka, koordynatorka Pomorskiej Sieci Współpracy Międzysektorowej
Sektor organizacji pozarządowych stoi dziś wobec wyzwań, jakich wcześniej nie znał — w świecie pełnym niepewności, zmian i napięć. To właśnie dlatego potrzebne jest dziś nie tylko serce, ale i struktura, która pozwoli działać skutecznie i z odwagą. Mamy w sektorze wspaniałych liderów i liderki. To osoby pełne pasji, charyzmy i wrażliwości społecznej. To ludzie, którzy potrafią poruszyć innych i nadać sens wspólnemu działaniu. Ale coraz częściej widzimy, że sama energia to za mało, by realnie wpływać na systemowe zmiany i budować trwałe rozwiązania. Potrzebujemy odważnego przywództwa — takiego, które nie gasi entuzjazmu, lecz porządkuje chaos i nadaje mu kierunek. Przywództwa, które potrafi łączyć wizję z planem działania, emocje z analizą, idealizm z profesjonalizmem.
Marzy mi się, by organizacje pozarządowe nie tylko reagowały na rzeczywistość, ale też ją strategicznie kształtowały — z jasnymi strukturami, mądrym zarządzaniem i współpracą opartą na zaufaniu. Potrzebujemy liderów i liderek, którzy nie tylko pociągają innych za sobą, ale także tworzą ramy, w których zmiana może być trwała, a energia społeczna przekłada się na realny, systemowy wpływ.
Patryk Chylewski, koordynator projektów, Stowarzyszenie Morena
Moim zdaniem sektor potrzebuje zdecydowanie jednego i drugiego. Widzę dużą różnicę między przywódcą a liderem. Przywódcę postrzegam jako osobę, która kreuje wizję, wyznacza kierunki rozwoju organizacji i zarządza nią. Natomiast liderzy to, dla mnie, osoby w zespole, które wspólnie realizują to, co przywódca wcześniej nakreślił. Przywódca może wpłynąć na budowanie odporności społecznej organizacji, czyli przygotowanie jej na trudne wyzwanie. Myślę, że to jedno z jego najważniejszych zadań, szczególnie w naszym sektorze. Przywódca powinien koncentrować się na kwestiach strategicznych, kluczowych dla stabilnego funkcjonowania organizacji i bezpieczeństwa zatrudnienia pracowników. Z kolei liderzy to osoby, które realizują bieżące działania, odciążając w ten sposób przywódcę. Ale jedno bez drugiego nie istnieje — bo tylko razem tworzą spójny, skuteczny zespół.
Łukasz Samborski, dyrektor Fundacji RC, prezes Pomorskiej Sieci Centrów Organizacji Pozarządowych
Różnica pomiędzy jednym a drugim na pewno jest. Liderstwo często kojarzy się z działaniem jednoosobowym, z tak zwanym silnym przywództwem, czyli z sytuacją, gdy jedna osoba podejmuje decyzje i ciągnie innych za sobą. Myślę jednak, że oba podejścia mają znaczenie. Lider ma inspirować, pokazywać kierunek, przedstawiać wizję. Ale trudno mówić o prawdziwej odpowiedzialności całego zespołu, jeśli mamy tylko jednego lidera, który wszystko dźwiga na sobie, a reszta jedynie wykonuje jego pomysły. Dlatego przywództwo jest lepsze w długofalowej perspektywie, bo pozwala budować odporność organizacji na sytuacje kryzysowe, bo wtedy odpowiedzialność może przejmować ktoś inny. Tyle że trzeba się tej odpowiedzialności nauczyć, trzeba ją w sobie wypracować: z roli wykonawcy przejść do roli współodpowiedzialnego. W dzisiejszych czasach pełnych niepewności i kryzysów najbardziej potrzebne jest podejście mieszane, ale z większym naciskiem właśnie na przywództwo i budowanie odporności organizacji.
-
Redaktorka „Pomostu”





