Między relacją a autowyzyskiem – o kosztach bliskości i kulturze przeciążenia w trzecim sektorze

Po ponad 16 latach w sektorze społecznym wiem, że trzyma mnie w nim przede wszystkim bliskość ludzi i spraw, którymi się zajmujemy. Ma to jednak także swoją ciemną stronę. Rozmowy przeciągające się długo po zakończeniu spotkania, wiadomości od osób w kryzysie przychodzące wieczorem albo w weekend. Nasza praca bardzo rzadko kończy się wraz z zamknięciem drzwi. Problemy, z którymi się mierzymy, dotyczą samotności, przemocy, zdrowia psychicznego, ubóstwa czy kryzysów życiowych. Nie da się wobec nich zachować pełnego dystansu. Relacja z drugim człowiekiem nie jest dodatkiem do pracy. Jest jej istotą.

To właśnie dlatego zmęczenie w trzecim sektorze tak często pozostaje niewidoczne. Nie przypomina nagłego kryzysu, ale raczej powolne przyzwyczajanie się do przeciążenia. Jak w historii o żabie, która stopniowo gotuje się w garnku. Niektóre historie zostają z nami długo po zakończeniu pracy. Wracają podczas zwykłych czynności, w chwilach, które miały należeć już do naszego życia prywatnego. Z czasem coraz trudniej odzyskać przestrzeń, w której doświadczenia innych ludzi nie są stale obecne także w nas samych.

W środowisku opartym na wartościach łatwo uznać własne wyczerpanie za coś wstydliwego albo świadczącego o braku zaangażowania. Skala tego zmęczenia coraz wyraźniej pojawia się w badaniach. Według raportu „Kondycja organizacji pozarządowych 2024”1 aż 40% organizacji zauważa wypalenie wśród osób zaangażowanych w działania społeczne, a 38% mówi o wypaleniu wśród swoich liderek i liderów. 44% organizacji ma trudności z utrzymaniem personelu i wolontariuszy. Coraz częściej problemem NGO-sów nie jest tylko brak pieniędzy, ale też zwykłe wyczerpanie ludzi. Jednocześnie ponad jedna trzecia organizacji w Polsce działa wyłącznie dzięki pracy społecznej.

Filozof dialogu Martin Buber2 pisał, że prawdziwa relacja zaczyna się od uznania drugiego człowieka jako „ty”, a nie funkcji czy narzędzia. Być może dotyczy to także nas samych? Czy widzę siebie jako “ja” czy jako koordynatorkę  w wiecznym niedoczasie? Trudno budować z innymi relacje oparte na obecności i wzajemności wtedy, gdy przestajemy postrzegać samych siebie jako ludzi, a zaczynamy wyłącznie jako macherów od projektów czy animacji.

Sygnały, że zaangażowanie zaczyna zamieniać się w przeciążenie:

  • odpoczynek zaczyna wymagać tłumaczenia.
  • coraz częściej jesteś „pod telefonem”, nawet poza pracą.
  • trudno rozpoznać moment, w którym kończy się dzień pracy.
  • problemy innych ludzi zostają w głowie długo po zakończeniu spotkań.
  • poczucie odpowiedzialności stopniowo zamienia się w permanentną gotowość.

Autowyzysk w miękkich rękawiczkach

Autowyzysk to sytuacja, w której granica między własną motywacją a przeciążeniem zaczyna się zacierać. Nie wynika wyłącznie z warunków pracy czy nadmiaru obowiązków, ale z wewnętrznego przekonania, że powinno się dawać z siebie więcej, być bardziej dostępnym i stale gotowym do działania. Koreańsko-niemiecki filozof Byung-Chul Han3 pisze, że dzisiejszy człowiek coraz częściej sam staje się źródłem własnego przeciążenia, eksploatujemy siebie w imię efektywności, sprawczości czy poczucia sensu. W pracy społecznej ten mechanizm bywa szczególnie trudny do zauważenia, bo ukrywa się pod językiem troski, odpowiedzialności i zaangażowania.

To temat bardzo mi bliski. Sama, na własne życzenie doprowadziłam się do wylewu z przepracowania w 30 roku życia. I wiem już, jak łatwo uznać przekraczanie własnych granic za coś normalnego, a nawet potrzebnego. Jak łatwo zapomnieć o jedzeniu, piciu wody czy wyjściu do toalety, bo „najpierw trzeba dowieźć coś ważnego”. Jak łatwo zbierać dziesiątki dni niewykorzystanego urlopu i traktować zmęczenie jak naturalny koszt zaangażowania.

O autowyzysku w trzecim sektorze trudno jest mówić wprost, bo rzadko przypomina on klasyczne doświadczenie presji ze strony przełożonych. Częściej jest cichy i wpisany w codzienność. Bierze się z poczucia, że skoro robimy coś ważnego, nie powinniśmy mówić „nie”. Że inni mają trudniej. Że można jeszcze trochę wytrzymać.

Wiele osób działających społecznie identyfikuje pomaganie z własną tożsamością. Nie chodzi już tylko o wykonywanie pracy, ale o bycie kimś, kto wspiera, reaguje i jest potrzebny. Poświęcenie jest chlebem codziennym. Odpoczynek zaczyna wydawać się egoizmem. Tymczasem Carl Rogers4 zwracał uwagę, że pomaganie wymaga autentycznej obecności, a nie wyłącznie poświęcenia. Relacja wspierająca nie powinna prowadzić do stopniowego zanikania jednej ze stron. A my, “pomagacze i pomagaczki” potrafimy doskonale rozpoznawać kryzysy innych ludzi, a jednocześnie ignorujemy własne zmęczenie. Potrafimy zachęcać innych do odpoczynku i proszenia o pomoc, ale sami/e funkcjonujemy w permanentnym przeciążeniu, które normalizujemy.

Być może dlatego tak trudno zatrzymać ten mechanizm. Autowyzysk w organizacjach społecznych rodzi się bowiem z dobrych intencji, poczucia sensu i przekonania, że skoro pracuje się dla ważnej sprawy, własne granice można przesunąć jeszcze trochę dalej. Problem w tym, że wspólnoty budowane kosztem ludzi, prędzej czy później zaczynają ich tracić.

Co pomaga budować troskę bez autowyzysku?

  • jasne granice dostępności w zespołach.
  • prawo do bycia offline bez poczucia winy.
  • rozmowy o zmęczeniu bez romantyzowania poświęcenia.
  • dzielenie odpowiedzialności zamiast opierania organizacji na kilku „niezastąpionych” osobach.
  • budowanie kultury, w której można powiedzieć „nie dam rady” bez obawy o utratę zaufania.

Troska potrzebuje granic

Troska bez granic wcale nie jest dojrzalszą formą zaangażowania, przeciwnie, z czasem zaczyna odbierać nam siłę i zdolność do bycia naprawdę obecnym. Wspólnota nie może powstawać kosztem tych, którzy ją tworzą. W sektorze społecznym dużo mówimy o wspólnocie i solidarności, ale rzadziej o tym, że te wartości wymagają także miejsca na odpoczynek i zwyczajną ludzką ograniczoność. Nie jesteśmy robotami. I bardzo dobrze. Prawda?

  1. Stowarzyszenie Klon/Jawor, „Kondycja organizacji pozarządowych 2024”, Warszawa 2024 ↩︎
  2. Martin Buber, Ja i Ty, tłum. Jan Doktór, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2020 ↩︎
  3. Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia, tłum. Mateusz Falkowski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022 ↩︎
  4. Carl Rogers, O stawaniu się osobą, tłum. Maciej Karpiński, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2002 
    ↩︎
  • Dyrektorka programowa w Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej oraz kierowniczka Centrum Równych Szans. Specjalistka wsparcia w sytuacjach kryzysowych, organizatorka społeczności lokalnej i certyfikowana facylitatorka dialogu Nansen Center for Peace and Dialogue. Od 2007 roku związana z obszarem pracy społecznej i rozwoju lokalnego. Autorka publikacji dot. trzeciego sektora i odpowiedzialnego pomagania. Laureatka Gdańskiej Nagrody Równości.

  • Dyrektorka programowa w Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej oraz kierowniczka Centrum Równych Szans. Specjalistka wsparcia w sytuacjach kryzysowych, organizatorka społeczności lokalnej i certyfikowana facylitatorka dialogu Nansen Center for Peace and Dialogue. Od 2007 roku związana z obszarem pracy społecznej i rozwoju lokalnego. Autorka publikacji dot. trzeciego sektora i odpowiedzialnego pomagania. Laureatka Gdańskiej Nagrody Równości.

Pytanie miesiąca

Czy Twoja organizacja nawiązuje relacje z innymi sektorami?