Pozarządowowa Nie Lekkość Bytu: Kiedy porażki budują odporność. Gość Jarek Łojewski

Porażka to ten moment, w którym wszystko, co zaplanowaliśmy, postanawia nie zadziałać. Projekt nie dostał finansowania? Warsztat przyciągnął jednego uczestnika? Prelegent nie dowiózł tematu? Gratulacje, właśnie doświadczyliście porażki i możecie ją przełożyć na coś dobrego. Najlepsza nauka, to na błędach… czasem na własnej skórze.

Według słownikowej definicji porażka to „poważne niepowodzenie, przegrana walka lub rywalizacja”. Idąc szerzej, to sytuacja, w której działanie, projekt lub inicjatywa, nie osiąga zamierzonych celów lub oczekiwanych rezultatów. Nie oznacza ona braku wartości osoby czy organizacji, lecz sygnalizuje, że w danym momencie zastosowane rozwiązania, strategie lub zasoby nie przyniosły zakładanego efektu. Porażka może dotyczyć zarówno rezultatów materialnych (np. brak finansowania, niska frekwencja), jak i efektów niematerialnych (np. niezadowolenie społeczności, brak wpływu na zmiany społeczne).

To momenty trudne, które budzą w nas złość, rozczarowanie i poczucie bezradności. Czasem konsekwencje są bardzo poważne, czasem mniej, ale ogólnie raczej się nimi nie chwalimy. W organizacji łatwo wpadamy w pułapkę myślenia, że nasze działania nie mają sensu, że nie przetrwamy. Bywa, że z obawy o porażkę, nie podejmujemy się kolejnych inicjatyw. 

Tymczasem warto spojrzeć na nasze niepowodzenie jako na szansę na wyciągnięcie nauki, zmianę sposobu myślenia i wdrożenie działań, które nas wzmocnią i rozwiną naszą organizację. Tylko jak to zrobić? Jak budować odporność, by kolejne potknięcia nie zabijały ducha zespołu i sensu działania?

Z tymi pytaniami zwróciłam się do eksperta w tej dziedzinie, czyli Jarka Łojewskiego, założyciela i prezesa Fundacji Dobra Porażka. Jarek od prawie 10 lat uczy jak traktować porażkę jako sygnał do refleksji i rozwoju, a nie jako wyrok.

„Nikt nie lubi porażek, bo zawsze wiążą się z emocjami: rozczarowaniem, złością, czasem poczuciem straty” – zaznaczył na samym początku mój rozmówca. To naturalne, szczególnie gdy w działania wkładamy dużo serca i pracy. Ale od razu podkreślił też coś ważnego: porażka nie jest dowodem braku kompetencji. To po prostu element działania. Nawet najbardziej staranne przygotowanie nie daje gwarancji sukcesu i zawsze może wydarzyć się coś, czego nie przewidzieliśmy.

Według Jarka kluczowe pytanie brzmi więc nie „czy porażka się wydarzy?”, tylko „co zrobimy, kiedy już się wydarzy?”. Czy zamieciemy sprawę pod dywan, czy potraktujemy ją jako lekcję? Nie po to, by nigdy więcej nie popełnić błędu, bo to nierealne, lecz po to, by zmniejszyć ich liczbę i skutki.

„Nawet przy najlepszym przygotowaniu nie unikniemy wszystkich błędów” – mówi Jarek.  „Ale jeśli mamy doświadczenie i refleksję, to wiemy, jak zareagować”. Chodzi więc nie o stworzenie idealnego scenariusza, ale takiego, który dopuszcza różne możliwe przebiegi wydarzeń. „Warto mieć alternatywny plan na wypadek niepowodzenia i pomysł, jak zadbać o osoby, które ta sytuacja dotknie” – dodaje.

Według niego „wyciąganie wniosków jest praktyką ochronną”, która pomaga nie tylko szybko ograniczać negatywne skutki, ale także pomaga przygotować się na podobne sytuacje w przyszłości. 

Dlatego warto od razu spisać sobie na gorąco, co właściwie się wydarzyło, co poszło nie tak, co czujemy, co wiem, co myślą inni, jak odbierają daną sytuację. ”To pomaga nie zgubić tego, co istotne” – radzi Jarek. „Daje to możliwość kolejnego kroku, czyli znalezienia odpowiedzi na dwa ważne pytania: co teraz i co dalej?”

Zapytałam też Jarka, czy rozmowa o porażce powinna toczyć się w całym zespole, czy może jednak trzeba ją „przetrawić na górze” i dopiero potem komunikować do reszty. Odpowiedź jest bardzo praktyczna: to zależy od skali i konsekwencji. „Jednakże na pewno warto wrócić do tego z osobami, które były w temat zaangażowane. Nie zawsze z całą organizacją, ale z tymi, których to dotyczy. A jeśli porażka dotyka całej organizacji, to może wystarczy zaprosić reprezentację, kilka osób, które pomogą to wspólnie przepracować”.

A co z komunikowaniem porażek na zewnątrz? Bo skoro organizacje społeczne (za) mało komunikują o sukcesach, czasem nawet o działaniach codziennych, to co dopiero mówić o porażkach. Jarek zauważył także, że organizacje często czują presję, żeby pokazywać się jako „działające perfekcyjnie”: wszystko rośnie, wszystko działa, wszyscy zachwyceni. Komunikacja sukcesów jest łatwa, ale komunikacja porażek wymaga odwagi i sensu oraz musi mieć cel.

Komunikacja o porażce, to nie jest opowieść o tym, co poszło źle, lecz o tym, czego się z tego nauczyliśmy. To historia o zmianie: jak zareagowaliśmy, co poprawiliśmy w procesie, czego się nauczyliśmy i jak ta lekcja przełożyła się na kolejne działania. Porażka jest punktem wyjścia, ale sednem przekazu jest dojrzałość organizacji, która potrafi przekuć trudność w rozwój.

Jarek potwierdził ten kierunek: „W naszej fundacji porażka jest traktowana jako materiał do nauki. Nie tylko dla tych, którzy jej doświadczyli, ale także dla innych. Dlatego jeśli tylko nie ma formalnych przeciwwskazań (prawnych, kontraktowych, bezpieczeństwa), warto dzielić się takimi historiami publicznie. Bo dzięki temu ktoś inny może uniknąć podobnego błędu”.


Na zakończenie spytałam się, czy porażka może budować wiarygodność, czy bardziej ufamy tym, którzy już „upadli, ale wstali”? Według niego wszystko zależy, z czego wynikała porażka. Jeżeli czyjaś seria niepowodzeń wyniknęła z zaniedbań, lekceważenia odpowiedzialności, nieuczciwości, to nie jest doświadczenie, które buduje autorytet. Ale jeśli porażka wynika z odwagi próbowania czegoś nowego, z ryzyka, z działania z dobrą intencją, ale efekt nie wyszedł, to jest zupełnie inna historia. ”To jest doświadczenie, które ma wartość i świadczy o rozwoju” – dodaje.  „Tacy ludzie mają cenną wiedzę, za którą już zapłacili. A jeśli dzielą się nią z nami, to my dostajemy ją za darmo”.

Pytanie miesiąca

Czy rozumiesz pojęcie odporność społeczna?